Wstał z podłogi i pomaszerował do komody. Pogrzebał w ubraniach i wyciągnął przezroczystą saszetkę. Na początku sądziłam, że to kokaina, ale kiedy podszedł zauważyłam kolor tego czegoś. Znałam to, widziałam to już kilka razy, ale nie potrafiły mi te słowa przejść przez gardło.
-Czy to...-wskazałam palcem na saszetkę.
-Tak, to marihuana.
Jego słowa wywołały u mnie dreszcze.
-Jest coś, co jeszcze tam ukrywasz, a ja o tym nie wiem?
-Chyba nie- pokiwał przecząca głową.
-Chyba, to za mało.
Harry wbił wzrok w podłogę, a ja z jego ręki wyjęłam saszetkę. Przyjrzałam się jej dokładnie. Nie wyglądała groźnie. Spojrzałam na chłopaka, a on podszedł do mnie i podał mi coś w rodzaju plastikowej rurki, która na końcu była rozszerzona, aby móc włożyć tam odrobinę „zioła”. Harry siadł naprzeciw mnie i wyjął zapalniczkę z kieszeni. Z saszetki wyjął coś, co miało nam zapewnić błogie uczucie i wepchnął palcem to do rozszerzenia rurki i podpalił zapalniczką. Uśmiechnął się do mnie i podał mi lufkę(tak nazywa się ta rurka).
-Jak to mam zrobić?- zapytałam, nie odrywając wzroku od konopi. Niezgrabnie próbowałam jakoś ułożyć to coś w dłoni.
-Zwyczajnie. Jak papierosa.
Jak powiedział- tak zrobiłam. Oparłam rurkę o kciuka i przytrzymywałam ją palcem wskazującym, przybliżyłam węższą część do ust i położyłam ją na dolnej wardze. Szybko spojrzałam się na Harrego i zamknęłam oczy. Przycisnęłam górną wargą rurkę i mocno pociągnęłam dym z rurki.
-Tylko musisz trochę mocniej się zaciągnąć- dodał.
Otwarłam oczy i wyjęłam lufkę z ust. Pociągnęłam Harrego za koszulkę i nasze usta dzieliło kilka centymetrów. Prawą dłoń położyłam na jego policzku. Kciukiem wędrowałam po jego dolnej wardze, aż w końcu wypuściłam dym z moich ust prosto w jego kierunku. Chłopak uśmiechnął się i sam się zaciągnął. Odwdzięczył mi się tym samym i dym z jego ust poleciał w moim kierunku. Całość zapieczętowaliśmy namiętnym pocałunkiem. Nie wiem czy ten środek zaczynał działać, czy mi coś odbiło, ale zaczęłam się głupkowato śmiać. Coś kazało mi się śmiać i nie umiałam przestać, to było dość dziwne, ale wyzwalające. Bardzo dawno się tak nie śmiałam.
Harry siedział po turecku, więc położyłam się na plecach i głowę umieściłam między jego kolanami. Spoglądałam na niego z dołu. Jego kości policzkowe były mocno zarysowane, a kiedy się zaciągał uwydatniał je jeszcze bardziej. Chłopak dokładał coraz więcej zielonego i podpalał od nowa. W całym pokoju było czuć dymem, ale oboje byliśmy tym zachwyceni. Spojrzałam ponownie na Stylesa. Podniosłam ręce. Lewą ręką bawiłam się jego włosami, a prawą próbowałam zabrać mu lufkę. Wzięłam kilka machów i ponownie zaczęłam się śmiać.
-Czy to nie dziwne?- zaczęłam.
-Ale co?
-Patrz, jesteś uzależniony od kokainy, w domu przechowujesz marihuanę. Ja próbuję wygonić cię na odwyk, a ty mnie bijesz i robisz krzywdę i nagle... palimy razem.
-Cherry: to co się dzieje między nami jest dziwne, ale piękne.
Chyba pod wpływem maryśki te słowa były dla mnie bardzo... romantyczne. Wstałam z podłogi i zaczęłam go całować. Harry dokończył palić zawartość lufki i rzucił ją gdzieś w kąt. On dalej siedział po turecku, ale teraz ja na nim usiadłam i owinęłam nogi wokół jego bioder. Podniosłam ręce,a on ściągnął ze mnie koszulkę. Ja zrobiłam z nim to samo. Całowałam jego wystające obojczyki i szyję. Obdarowywałam całe jego ciało pocałunkami. Popchnęłam go leżał na ziemi, zmieniłam pozycję i siadłam na nim okrakiem. Jeździłam dłońmi po jego klatce piersiowej, a moje oczy cieszył widok jego tatuaży. Pocałowałam jedna jaskółkę, następnie drugą,potem małej przyjemności doznał i motyl. Harry popchnął mnie i teraz to on leżał na mnie. Zaczął od pieszczenia mojego dekoltu, a potem przeszedł na spodnie. Ściągnął je ze mnie i położył ręce na moich biodrach. Jego duże dłonie niemal zakrywały całą szerokość mojego ciała. On składał pocałunki na moim brzuchu, a ja rozpalona do granic możliwości cicho pojękiwałam i wplotłam palce w jego loki.
W pewnym momencie do pokoju wpadła Magda.
-Zostaw ją zboczeńcu! Jak możesz ją tak krzywdzić?- krzyczała.
-Madzik, jest ok, my... po prostu się bawimy- powiedziałam.
-Cherry! Boże... ja myślałam...byłam przekonana- wymachiwała nerwowo rękoma.
-Spokojnie, rozumiem, a teraz wybacz, chciałabym kontynuować- uśmiechnęłam się.
Dziewczyna spokojnie wyszła z pokoju, a zza drzwi dało się słyszeć chichoty i krzyki Magdy „Mówiłam wam, że nic jej nie jest. Wyszłam na idiotkę.”.
Ku mojemu zaskoczeniu Harry nie powrócił do poprzedniej czynności. Po prostu wstał, ubrał bluzę, wziął mnie na ręce, położył na łóżku i przykrył. Położył się obok mnie i dokładając zielonego do nowej lufki, zapalił ją i zaczął wciągać dym z rurki. Przez chwilę go jeszcze obserwowałam, ale potem mój mózg sam odmówił posłuszeństwa. Zasnęłam jak małe dziecko, pamiętam, że ostatnie zdanie jakie usłyszałam od Stylesa przed zaśnięciem było „Jesteśmy inni. Nasz związek jest inny, ale to kocham. Kocham ciebie, kocham to wszystko, kocham nas.”.
Następnego dnia obudziłam się z migreną, żadne z nas nie otworzyło okna na noc i nie wywietrzyło pokoju z dymu, a moja głowa jest bardzo delikatna. Nie chciałam podnosić się z łóżka, jeśli budziłam się z migreną, to wiedziałam, że i z migreną położę się spać, a dzień będzie okropny. Mniejsza o to. Największego szoku doznałam kilkanaście minut później. Doczłapałam się jakoś do kuchni i zobaczyłam Harrego, robił naleśniki na śniadanie. Nie wiem czy z kokainy przerzucił się na zioło, ale to nie był ten sam chłopak. Radosny, pomocny, szczęśliwy. On ma gorsze wahania nastrojów niż ja podczas miesiączki.
Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść to, co mi podano. Naleśniki z białym twarogiem i truskawkami. W tamtej chwili aż skakałam z radości, bo dawno nie jadłam tak dobrego śniadania.
-Dobry z ciebie kucharz.
-Ja? Haha, to jedyna potrawa, jaką nauczyła robić mnie mama, nic więcej nie umiem.
-Wiesz, to i tak sporo.
Naszą pogawędkę przerwała Zuza. Przebiegła obok kuchni z płaczem, wybiegła przed dom i usłyszeliśmy tylko trzask drzwiami. Chłopak wstał i szybko za nią pobiegł, a ja pobiegłam poszukać Magdy. Przeszukałam partner, nikogo nie znalazłam. Dopiero na piętrze okazało się, że Magda się myje. Pomyślałam, że skoro to robi, to zapewne nic nie wie. Zeszłam na parter i zajrzałam do sypialni, w której spała Zuza. Na biurku leżała kartka, podeszłam i ją przeczytałam. Wtedy do pokoju wpadł Harry.
-Nie złapałem jej, jest dość szybka.
-Nie jest szybka, ty biegasz wolno- mruknęłam.
-Co się stało?- zapytał zdziwiony Hazz- Ugryzło cię coś?
-Ona nie może szybko biegać.
-Czemu?
-Jest chora. Zuza... ona umiera. Moja przyjaciółka umiera. Ona chce się zabić. Harry znajdźmy ją, błagam. Ja sobie nie wybaczę, jeśli ona sobie coś zrobi.
Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
• • •
Nawet nie skomentuję tego, co wyżej napisałam. Nie będę sie tłumaczyła z braku rozdziałów bo i tak jesteście na mnie wystarczająco wkurzeni po tym czymś wyżej. Jeśli ktoś to jeszcze czyta, to się cieszę i jestem wdzięczna. Kocham, Cherry <3
świetny rozdział jak zawsze <3 to Twój blog ale mam nadzieje, że to jednak był pierwszy i ostatni raz cherry, nie chce żeby się w to wciągnęła jak harry.. niech mu się postawi. ona albo zioło
OdpowiedzUsuń@nainsver
Rozdzial swietny, tylko czemu ja chce sie zabic? Czekam na nn. :) @Official_Suzie
OdpowiedzUsuńJest spoko :D
OdpowiedzUsuń@PotatoLovesHazz
Jejku nareszcie !!! :) :) nie każ tak długo czekać na następny ... :(
OdpowiedzUsuńwspaniały ♥
OdpowiedzUsuńczekam nn ;)
Całujee Lolaa ;*
Rozdział jest jak zwykle świetny ;D Wieesz, nie będę miałą focha jak rozdziały będą dodawane częściej ...
OdpowiedzUsuńBoże, co się z tą Zuzą dzieje ... :<
kostka22
Jexu !! Czeka na nexta!! Zajebiste!! Kocham!!
OdpowiedzUsuń:o a palmy wszyscy razem a co xd
OdpowiedzUsuńAle wyczułam sytuacje na wejście LOL hahahhaah
czekam na nexta xd xx